Rozdział 3
**Oczami Karoliny**
Wstałam o 8.30 i jak co dzień poszłam do łazienki wykonać poranną toaletę. Po godzinie zeszłam na dół, żeby zrobić sobie śniadanie. Rodziców już nie było, bo jak zwykle są za bardzo pochłonięci pracą. W sumie to nie mogę narzekać, bo jest wspaniale. Moi rodzice są biznesmenami, mają na całym świecie ponad 50 firm. Zrobiłam sobie płatki na mleku po zjedzonym śniadaniu, miskę włożyłam do zmywarki, nastawiłam pranie i poprosiłam Sylwię, żeby je rozwiesiła. Po dziesięciu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Jak podeszłam i je otworzyłam moim oczom ukazał się Niall i zapytał czy możemy już iść odrzekłam, że za pięć minut będę gotowa. Oznajmiłam Sylwii, że wychodzę i poszliśmy zwiedzać Warszawę.
- To gdzie idziemy najpierw – zapytałam chłopaka.
- Nie wiem nie znam miasta, więc gdzie proponujesz- dodał smutnym głosem.
- To może Pałac Kultury i Nauki- dodałam, zamyślonym głosem.
- Naturalnie – powiedział.
Tak, więc szliśmy około pół godziny. Po drodze kupiliśmy sobie lody i rozmawialiśmy. Niall nie miał dość spaceru i chciał wchodzić na taras widokowy, czyli 30 piętro. Uległ po moich słowach, że jestem zmęczona po chwili byliśmy już na samej górze. Po około piętnastu minutach byliśmy już na dole. Poszliśmy do Warszawskiego Ogrodu Zoologicznego. Było super, bawiliśmy się wspaniale. Po około półtorej godziny udaliśmy się w kierunku Muzeum Powstania Warszawskiego. Według mnie Niall dowiedział się dużo o historii stolicy Polski. Zbliżał się wieczór blondyn zabrał mnie do parku nad brzegiem Wisły, potem na rejs statkiem po rzece, po powrocie do parku Niall wyjął zza drzewa kosz piknikowy i gitarę. Po czym rozłożył koc i usiedliśmy wyjął z niego wino, truskawki, winogron, kanapki i mus czekoladowy. Po godzinie rozmowy, Niall położył gitarę i zaczął na niej grać i śpiewać. Nie byłam na to przygotowana i nie wzięłam żakietu. Byłam ubrana w:
Jak to w lecie się zdarza dni są ciepłe, a noce są chłodniejsze. Zaczęłam drżeć z zimna Niall dał mi swoją marynarkę. Zapytałam czy nie będzie mu zimno. Odrzekł, że nie. Założyłam ją i przytuliłam się do niego, oparając o jego tors. Po około pół godziny ruszyliśmy do domu. Niall powiedział mi, że nie wie jak ma mi to powiedzieć, ale w końcu wydusił z siebie, że wyjeżdżają w dalszą część trasy. Po jego słowach posmutniałam i weszłam przybita jego wypowiedzią do domu. Poszłam do pokoju i zamknęłam je na kluczyk. Weszłam na twitter’a i zobaczyłam przeprosiny od Niall’a, że wcześniej mi o tym nie powiedział. Jak to zobaczyłam wzezygnowana wyłączyłam laptopa i odłażyłam go na biurko. Dzwonił do mnie nie odbierałem, po kilku chwilach usłyszałam, że jakiś pojazd parkuje pod naszym domem. Podeszłam do okna i ujrzałam, że to on. Nie otworzyłam mu drzwi, lecz po chwili Sylwia otworzyła drzwi i go wpuściła. Próbował ze mną rozmawiać, nie odzywałam się. W jednej chwili wzięłam, do ręki całe pudełko leków. On stał pod drzwiami mojego pokoju. Powoli traciłam przytomność i w pewnym momencie runęłam na podłogę.
**Oczami Niall’a**
Przyszedłem do niej o 9.40 i po około pięciu minutach wyszliśmy. Zanim wyszliśmy z jej domu powiedziała siostrze, że wychodzi poszliśmy do Pałacu Kultury i Nauki, miałem wielką ochotę, aby wyjść na górę, ale uległem. Weszliśmy do windy i po kilku chwilach byliśmy na samej górze. Było super. Cały dzień był doskonały. W głębi duszy czułem się źle, że jej tego wcześniej nie powiedziałem. Chciałem ją przeprosić, ale nie odbierała, więc do niej pojechałem oczywiste było to, że jest tak zła, że mnie nie wpuści. Jej siostra mnie wpuściła i podszedłem do drzwi, ale były zamknięte na klucz, mówiłem do niej, nie odpowiadała stałem pod jej pokojem jak głupi. Bałem się, że może coś sobie zrobić przeczucia mnie nie myliły, po chwili usłyszałem odgłos upadku dobijałem się do drzwi. Zawołałem Sylwię ta po chwili przyszła i zapytałem czy nie ma może czegoś, czym można by było otworzyć te cholerne drzwi. Przyniosła łom wziąłem go i otworzyłem. Ona leżała na podłodze podbiegłem do niej sprawdziłem puls był ledwie wyczuwalny. Wziąłem ją na ręce i bez zastanowienia zawiozłem ją do szpitala. Bardzo się o nią martwiłem i wiedziałem, że to przeze mnie. Po chwili ją przyjęli, po chwili lekarz do mnie wyszedł i powiedział, że zażyła bardzo dużo leków jednym słowem mówiąc to była próba samobójcza. To było dla mnie bardzo trudne, obiecałem sobie, że będę w stałym kontakcie z nią, że sprowadzę ją do Londynu.


fajny czekam na następny :):)
OdpowiedzUsuń